OPOWIEŚCI Z POGRANICZA – Festiwal Trzech Kultur, Włodawa 2016

Ktoś kiedyś powiedział, że skraj chaosu jest miejscem, w którym powstaje piękno.

Pogranicza to najpiękniejszy kawałek świata. Mosty, miejsca przepływu, spotkania…
My sami nieustannie poruszamy po pograniczach: światów, kultur, muzyk.

W ramach Festiwalu Trzech Kultur we Włodawie będziemy zatem opowiadać historie pograniczne i bezgraniczne, ubrane w takąż muzykę. Historie żydowskie zaczerpnięte z Singera. Historie polskie. I piękną, białoruską przypowieść o mrozie zapisaną przez pana Federowskiego. O ludziach, płanetnikach, świętych dziadach, mędrcach i głupcach, o szczęściu i nieszczęściu. Historie „tutejsze”, jak mawiała jeszcze moja prababcia, nie mogąc pojąć podziału na „polskie” i „białoruskie”.

Zapraszamy serdecznie!
24 września (sobota), godz. 10.00
Włodawa, mała scena, plac synagogalny

Katarzyna Jackowska-Enemuo: opowieści, śpiew, akordeon, perkusjonalia
Iwona Sojka: opowieści, skrzypce
Adam Cudak: instrumenty strunowe, flety, lira korbowa

PROGRAM CAŁEGO FESTIWALU TUTAJ

 

Reklamy

JARMARK OPOWIEŚCI

Zamknij oczy i przypomnij sobie Lublin. Jakiś zaułek, jakąś uliczkę. Jakiś cień, spotkanie, zapach. Jeśli to jest okruszek – bardzo dobrze. Jeśli skomplikowana historia – też dobrze.
Jeśli zechcesz nam ją przesłać, opowiemy ją na najbliższym Jarmarku Jagiellońskim: z grzbietu Kury, w bramie, na ulicy, na ruinach Fary, w pubie „U Złotnika”. W znakomitej kompanii:
Katarzyna Jackowska-Enemuo
Iwona Sojka
Poławiacze Pereł Improv Teatr

OBEJRZYJ ZAPROSZENIE

kura

Od kilku lat na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie opowiadamy historie. Bez sceny i świateł. Ba, często bez jurty wokół nawet. Opowiadamy na ulicach, w bramach, na Placu po Farze i z Kury, oczywiście.

Lublin ma swoje tajemnice, zaułki, dróżki, które prowadzą zupełnie gdzie indziej, niż można by się spodziewać. A Jarmark Jagielloński ma swoją piękną gęstość. Ludzie, przedmioty, instrumenty, obrazy, dźwięki, pośpiech, powolny ruch, pot, zmęczenie, nagły oddech, radość, pierogi, cudeńka na kiju…

Specjalnie na Jarmark w Lublinie przygotowywałyśmy z Iwoną Sojką historie o „Ziółku, co furtki odmyka”, a także o kolbergowskich Zaświatach… Ale to było w jurcie… A na ulicy? Muzyczka, z cudownymi kolegami, którzy zawsze się znajdują, kiedy ich potrzeba. Opowieści o głupkach, mędrcach bez butów, o wędrowcach, szatanach i wolności… Ukochane historie.

TUTAJ FRAGMENT JEDEN 
20150815_153727_a

Z naszego bywania tam i rozmów z ludźmi powstał całkiem spory arsenał opowieści prosto z Jarmarku i z Lublina. Są niezwykłe. Mroczne. Jasne. Piękne. Śmieszne.

Jest historia o tych, co mają szklane oczka i miły wyraz twarzy, a starsi są niż ich ciała i wiecznie próbują człowiekowi rozstroić instrumenty i wspomnienia.
Jest o magicznym słowie, które przyzywa Opiekunów.
Jest o życzeniach rodziców i snach dzieci.
Jest o złodziejach i dobrym blefowaniu.
O akordeonach ze złotymi zębami.
O jedynej takiej rozgrywce Ludzie vs. Klucz.
O Miedzianym Ptaku, który zwodzi nieletnie dziewczęta.
O tańczących szczurach, o dobrych i złych konduktorach…

Zbieramy te historie. Od ludzi. Znajomych i nieznajomych.
Każdy obraz, wspomnienie, spotkanie…
Nie ma złych historii – w zasadzie 🙂

Powtarzając to, co już napisane i powiedziane:
jeśli macie jakieś wspomnienie, opowieść, obrazek, zapach z Lublina, z Jarmarku Jagiellońskiego, z drogi do albo z… I chcielibyście się podzielić. I pozwolić, by stały się one częścią Jarmarku Opowieści – przyślijcie je na:
opowiesci@jarmarkjagiellonski.pl

Dziękujemy i do zobaczenia w zaułkach Lublina!

OPOWIADACZE
Jazgodki i ich opowieści
Poławiacze Pereł Improv Teatr

ORGANIZATORZY
Warsztaty Kultury
Jarmark Jagielloński

 

ANTONI DZIAD, czyli Historia niebywała, która wydarzyła się koło Otwocka, przez Piotra Makowskiego z Mlądza na tydzień przed śmiercią jego opowiedziana….

Cztery lata temu, na zamku w Kętrzynie była burza i urwanie chmury. Staliśmy z Piotrem Makowskim (którego wszyscy znali, a ja dopiero poznawałam, bo ja zawsze jestem w innym momencie) pod daszkiem, przeczekując. Piotr umiał lać świece i znał się na świecie i zaświecie. I on opowiedział mi historię. Niesamowitą, piękną. I trzy razy spytał: Ale co, opowiadaczko, będziesz to opowiadać? Oczy mu płonęły i cały płonął od środka… Ja nie wiedziałam dlaczego. Znajomi wiedzieli, ja widziałam tylko, że się chłop pali…

Historia była o dzieleniu się.
A Piotr tydzień później umarł, bo już dość miał chorowania.
A teraz się udało z historii zrobić pieśń. Do której Jacek Hałas wymyslił bardzo piękną muzykę.

Pieśń dostała jedną z głównych nagród w III Konkursie na Pieśń Dziadowską Nową organizowanego przez Wydawnictwo In Crudo oraz Fundację Numinosum

ANTONI DZIAD

Historia niebywała, która wydarzyła się koło Otwocka, przez Piotra Makowskiego z Mlądza na tydzień przed śmiercią jego opowiedziana….

Śmierć o życie nie dba
I nie raz i nie dwa
Bierze, co się nie zaczęło,
Nie skończyło, nie dopięło,
Lecz nie zawsze, nie zawsze…

Niedaleko Otwocka
Nad Wisłą jest wioska.
Tam mieszkali sobie ludzie,
A opowiem wam o cudzie,
Co się tam wydarzył.

Biednie sobie żyli,
Krowinę doili,
Obrabiali pole małe,
A dzieci nie mieli wcale
I syn im się marzył.

Osiem razy nosiła,
Osiem utraciła.
Raz dziewiąty nosi dziecię,
Ale już się boi przecie
Kolejnej utraty.

Chłop w polu pracował,
Dzień za las się chował,
Gdy wieczoru jednego,
Błogosławionego,
Ktoś zapukał do chaty.

Dziad obdarty, brudny,
Gębę miał paskudną.
Mówi, że głodem przymiera,
A kobieta drzwi otwiera,
Do domu go prosi.

Sadza go przy stole
I kluski w rosole,
A do tego chleba trochę
I kapustę z grochem
Jemu przynosi.

Dziad pojadł do syta,
Resztki brodą wytarł
I się pyta dobrej pani,
Jakie smutki ciążą na niej,
Że pobladła cała.

Ona mówi cicho,
I potem tak wzdycha:
Jeśli dziecię stracę znowu,
To już chyba z nim do grobu
Razem iść bym chciała.

Rzecze dziad: karmiłaś
Mnie, nie wygoniłaś.
Los ci dobro wynagrodzi,
Gdy czas będzie, to urodzisz
Zdrowiuśkiego syna.

Tylko nie zapomnij,
A zawołaj po mnie;
Wyjdź na wał co jest nad rzeką,
Wołaj mnie, a potem czekaj,
Gdy przyjdzie godzina.

Mija tyle miesięcy
Ile trzeba, nie więcej;
I kobieta męża prosi,
Żeby na wał pobiegł co sił
I zawołał dziada.

Mąż się zdumiał srodze,
Lecz nie rzekł niebodze
Ni słowa, i w poprzek sadu
Na wał biegnie, woła: dziadu!!!
Ledwie nie upada.

Trzy razy zawołał,
Lecz pusto dokoła.
Biegnie w dom, tam już po wszystkim:
Żona śpi, a syn w kołysce.
Dziad nad kołyską.

Teraz posłuchajcie,
A krzeseł się trzymajcie.
Idzie Śmierć w całunie białym,
Kosę nad dziecięciem małym
Unosi, aż błyska!

Matka śpi czy drzemie,
Ojciec padł na ziemię.
Dziad naprzeciw Śmierci staje
I nie puszcza jej, i łaje
Śmierć takimi słowy:

Ty, Starucho, czego?
Chłopczyka, o tego,
Ja ci nie pozwolę ruszyć!
Ona rzecze: kiedy muszę,
Rozkaz Panbukowy.

Precz mi stąd, Kostucha!
Precz idź, a posłuchaj:
Ten pod moją jest opieką,
Więc omijaj go z daleka,
Kosą go nie tykaj.

Śmierć napiera, dziad stoi,
Wcale jej się nie boi,
W puste oczy patrzy śmiało,
Aż Śmierć dłoń unosi białą
I paszczękę odmyka…

Nie, nie zjadła dziada,
Ale tak powiada:
Niecham go, niech żyje w szczęściu,
Lecz gdy skończy lat dwadzieścia
W wodzie się utopi!

Poszła Śmierć, noc płynie,
Sny się śnią dziecinie,
Matka otworzyła oczy,
Po policzku łza się toczy,
Łzami dziada kropi.

Żyjcie, dobrzy ludzie,
Rzecze dziad, o cudzie
Nikomu nie powiadajcie!
A chłopaka nie puszczajcie
Nigdy blisko wody;

Rzeki i jeziora
W najgorętszą porę
Niech omija on z daleka.
Mnie wołajcie, gdy opieka
Zda się od przygody.

Żyją ludzie w szczęściu,
Lat mija dwadzieścia.
Chłopak rośnie, chwat i zuch,
A pracuje, że za dwóch,
Nigdy nie narzeka.

Zakochał się szczerze,
Pannę sobie bierze.
A to będzie weselisko!
Ślub w kościele, kościół blisko,
Blisko tuż za rzeką.

Już od rana w izbach
Gwar, a w sieni ciżba
Wystrojona, prom już czeka
Piękny dzień, błękitna rzeka,
Matka dziada woła.

Do kościoła płyną
Chłopak wraz z dziewczyną;
Dziad brodaty tuż przy młodym
Stoi, chroni go od wody,
Patrzy dookoła.

Ciotek starych siedem
Myśli – co za jeden
Na wesele brudny wchodzi!
Lecz to gość, więc się nie godzi
Rzec mu co niemiłego.

Rzekę przepłynęli,
Na brzegu stanęli,
Panny wnet na wóz siadają,
A młodemu konia dają
Pięknie ustrojonego.

Nagle – pies wyskoczył
I konika spłoszył.
Niebo grzmi, idzie na burzę,
A pan młody wprost w kałużę
Spada i nie oddycha.

Szarpią go i budzą,
On twarz jakby cudzą,
Jakby z wosku ma, nie swoją.
Powiał wiatr, ludzie się boją,
Dziad się przez nich przepycha,

Nad młodym się buja,
Z czymś tam się mocuje,
Coś mamrocze, brodę jeży,
Ludzie patrzą i nie wierzą;
Co to jest, u licha!

A to Śmierć tam była,
Z dziadem się kłóciła,
A Śmierć dziada w brodę łechce:
Mój on, trup! Chyba że zechce
Ktoś mu oddać swoje dni,

Wtedy go wykupi.
Ale ludzie nie są głupi,
Każdy żyć chce w tym, co przecie
„Szczęściem” zwą na swoim świecie,
Czyli w wygodności…

Cisza się tam wielka stała,
Milczał wiatr, burza milczała;
Milczy tłum, a chłopak leży,
Dzwony na kościelnej wieży
Całkiem oniemiały.

A może to tydzień trwało,
A może sekundę małą.
Panna młoda w środku staje
I warkocze rozplatając
Mówi głosem śmiałym:

Włosy moje co dzień dzielę na połowy,
Żeby je uczesać, zapleść wokół głowy,
Tak teraz i moje chcę podzielić lata.

Niech się czas mój dzieli, niech płynie za dwoje,
Takie niechaj będzie właśnie szczęście moje,
Niech się mój czas z jego czasem pozaplata.

Co było, ludkowie,
Język nie opowie!
Śmierć precz poszła w sinej chmurze,
Młody podniósł się z kałuży,
Jak ze snu dziwnego.

Kto zrozumiał mniej więcej
Niechaj skłoni swe serce
Przed pokorą. A odkłoni
Mu się sam święty Antoni,
Dziad, co sprawcą był tego.

A kto z was ma głowę
Bystrą i wymowę,
Pieśń niech zapamięta sobie,
A niech komu ją opowie,
By ją też posłyszał.

A też pamiętajcie
I wspominajcie,
Piotra, co świece odlewał
Z wosku, a wosk lejąc – śpiewał
I ze Śmiercią się znał…

Kropelka smoczej krwi – opowieści z Katalonii

26 czerwca 2016, o godz. 11.30
zapraszamy serdecznie do Centrum Łowicka w Warszawie
na opowieści z Katalonii pt.

KROPELKA SMOCZEJ KRWI

Wiecie, że Pireneje powstały z rozpaczy i miłości? Wiecie, co śniło się pewnemu architektowi cierpiącemu na reumatyzm? Wiecie, że osioł wcale nie musi być głupi i uparty, a wampiry wcale nie pochodzą z Transylwanii? Wiecie – na koniec – jak pachnie smocza krew?

Wiecie – nie wiecie – przyjdźcie posłuchać. Będziemy podróżować między Barceloną, Monserrat i okolicami Vall de Núria. Będziemy też podróżować w czasie. Załóżcie wygodne buty, bo podróż to daleka, ale nie będzie nam się dłużyć, bo pejzaż piękny, historie niezwykłe, a do tego będzie muzyczka, i piosenki w dziwnych językach, no i sardana – najważniejszy kataloński taniec.

Wykonawcy:
Katarzyna Jackowska-Enemuo: opowieści, śpiew, akordeon, bęben
Iwona Sojka: opowieści, skrzypce, oktawki

Opowieści są częścią Dnia Katalońskiego w Centrum Łowicka w Warszawie, organizowanego przez Associació Cultural Catalano Polonesa (na stronie dużo ciekawostek). W dalszej części dnia będzie sporo innych atrakcji, tak więc warto zerknąć do programu całości TUTAJ.

ZAPRASZAMY!!!

 

 

Gęstość

…Indra napiął łuk, wypuścił strzałę, przebił 21 gór i zabił dzika…

…spojrzał na nią zuchwale lewym okiem, które natychmiast pożółkło, bogini bowiem spaliła je swym spojrzeniem…
(Mity Starożytnych Indii. W. Erman, E. Tiomkin, zdjęcie z tejże książki)

Ostatnio „dłubałam” w drzewach. Po marginesach dni pływały foki i wieloryby. Teraz wyroiły się pszczoły, w kosmicznym jaju przeciąga się jeden lub drugi Stwórca, Egipski bóg słońca spółkuje z własną ręką, podczas kiedy lewym nozdrzem wdycham zapachy Katalonii, prawym uchem łowię stare, czarodziejskie wyliczanki, a z ciemnego nieba w środku nocy spływa na ziemię Kitab al-Khazari Jehudy Haleviego…
Cudowny jesteś, świecie, cudownie niezgłębiony i zasupłany 😀 😀 😀
my job

OPOWIEŚCI Z RÓŻNYCH DRÓG – płyta

Pękam z dumy i radości, więc puszczam w świat.
Mam właśnie w ręku płytę “Opowieści z różnych dróg”
To jest efekt pracy chłopaków (pardon, słowo „osadzonych” nie przechodzi mi przez klawiaturę) z Aresztu Śledczego w Hajnówce, Natalii Gierasimiuk z Fundacji Oni To My i mojej.
Jest tam osiem opowieści: afrykańska, żydowska, bliskowschodnia, żydowska, skandynawska, cygańska, chińska bajka zen oraz moja własna opowieść, chazarska raczej. Jest i o garnku z mądrością, który bóg nieba Nyame ofiarował światu. I o wielkiej podróży Ajzyka Jekelesa. I o drzewie, które było szczęśliwe. I o ślepcach, którzy chcieli wiedzieć, co to słoń. O cierpliwości. O Jusufie, który budował łodzie, jak białe łabędzie. O Nasreddinie, który prowadził uczniów swych ku oświeceniu. I o kobiecie, która znała opowieść i pieśń, ale nie opowiadała opowieści i nie śpiewała pieśni nigdy, nikomu…
Natalia – nieugięty duch sprawczy – wymyśliła i zorganizowała cały projekt. Oraz opowiedziała historię o cierpliwości (nomen omen).
Chłopaki z Aresztu przeczytali – a miejscami nawet opowiedzieli – wszystko, co było do opowiedzenia.
A ja przyjeżdżałam pracować nad opowieściami i opowiadaniem, i przygotowałam muzyczkę. Aaa, i opowiedziałam historię, żeby nie było, jak wszyscy, to wszyscy, babcia też :-)))
Kawał niesamowitej pracy. Ich. Naszej wspólnej.
Bo dla mnie też – robota najlepsza i najniezwyklejsza, wyjątkowa. I spotkania ważne, po prostu ważne i świetne.
Ale przede wszystkim – ich wysiłek, chęć, talent i inteligencja, i humor. I gotowość.
Bo po co to komu? Po cholerę jakieś bajki? I że dykcja, i oddechy, i znaki przestankowe, obrazy, emocje, rany boskie… Od tego są aktorzy i ci inni tam. Mi to łatwo mówić, ja to robię na co dzień… No jasne, nie każdy musi chcieć i czuć się. A do tego jeszcze – po co to komu tam, za siedmioma bramami, za siedmioma zamkami? Po co ludzie, którzy są gdzieś za karę, mają opowiadać jakieś historie innym ludziom, których nie znają?
A mają co i jak opowiadać. Mają głosy. I ciepło. I pazury.
POSŁUCHAJ
soudcloud_AJZYK copy
Tośmy się  napracowali.
Tekst. Obrazy. Nastroje. Sensy. Samogłoski, spółgłoski, przecinki, kropki. A śmialiśmy się jak norki. I wkurzaliśmy się też.
Bez czasu – bo było go mało.
Bez technologii – bo nie było studia, mikrofonów i tego wszystkiego. Był reporterski dyktafon w ciasnej kanciapie, a za nieprzeźroczystym oknem remont, szlifierka, spawanie oraz strażnik lub inny urzędnik wchodzący co jakiś czas z bardzo ważną sprawą…
Było też potwornie zimno – bo w listopadzie akurat był remont kotłowni i przez długi czas nie było ogrzewania. W celach ani nigdzie. Ani ciepłej wody. Zimno w środku człowieka. Sytuacja wybitnie niesprzyjająca wyczynom artystycznym… Jak człowiek jest do samego środka, od wielu dni przemarznięty, to nie ma energii na myślenie o czymkolwiek.
Aleśmy się jakoś uratowali i się udało!
Pięknie są te historie przeczytane, uważnie, z sercem. Piękne mają panowie głosy.
I to są wszystko dobre, mądre historie. Nie jakieś tam bajki.
Moje dzieci bardzo lubią ich słuchać. Ja też.
Opowieści idą teraz do domów dziecka, do świetlic, do miejsc, gdzie baśni jest za mało, a facetów baśnie czytających – jeszcze mniej.
No więc pękam z dumy i z radości, i wdzięczności, że się udało, że to było możliwe! Za nas wszystkich pękam z dumy 🙂
Gdyby ktoś miał chęć posiadać taką płytkę, to proszę się zgłosić
lub do Natalii Gierasimiuk: natallag@wp.pl
przesłanie dużo nie kosztuje, a wspiera świetną robotę!
Projekt zrealizowała i płytę wydała
Fundacja na rzecz budowy otwartego społeczeństwa ONI TO MY
Publikacja została dofinansowana ze środków Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Pospenitencjarnej Ministerstwa Sprawiedliwości RP

Opowieści uliczne – myśli nieformalne.

Tłum. Gęsty. Ociekający upałem. Przesuwający się zarazem chaotycznie i w ramach jakiegoś niezgłębionego wewnętrznego porządku. Lody, chleb ze smalcem, torby, torebki, wiatraczki, pierzaste koguciki, baloniki na druciku…
Między jednym straganem a drugim jest akurat tyle miejsca, żeby upchnąć dwie nogi. Jedną moją, jedną I. Pozostałe dwie nogi radzą sobie jak mogą.
No to gramy. Krótka nuta, tyle, żeby się skoncentrować.
Luuuudzie! Luuuudzie, słuchajcie, co się zdarzyło razu jednego….
Ten przystanie i pójdzie. Tamten – przystanie i zostanie. Jakieś dziecko w wózeczku wierzga nóżkami. Inne – przysiada na bruku i śliniąc czarne jak matka ziemia paluszki – słucha. Jeden straganiarz się złości – bo ludzie ustawiają się tyłem do jego stoiska – burczy i wzrusza ramionami. Drugi kupiec – wychodzi ze swojego kramu i słucha, i śmieje się z innymi.
Dzisiaj zazwyczaj jest tak, że opowieści są jak koncert, jak spektakl: organizacja, miejsce, krzesełka, bileciki, światła, mikrofony czasem, cisza na widowni, ba! zdarza się i kurtyna! Luksusowo. I się człowiek czuje artystą. Czarodziejem. Ludzi nie widać. Jestem tylko ja. Nie żeby to nie było sensowne, czy dobre. Jest. Zawsze. Ale inaczej.
Na ulicy – nic z tego. Ulica jest żywiołem.
Sama opowieść też jest żywiołem – zawsze. Nie wiadomo, jaki kształt przybierze. Jaki kolor i zapach. No, wiadomo, ale nigdy do końca. A na ulicy – mniej niż zwykle.
Jak w ogóle zacząć, w tym tumulcie i zgiełku? W tłumie, który cię nie widzi, bo widzi tylko stragany. I zmęczony jest. Chce wydać pieniądze, zmęczyć się jeszcze trochę bardziej i zasnąć. Ale nie zawsze. Jednak posłuchać jest dobrze.
Ulica to zwierzę, co ma milion szczegółów. Ten pan ma kapelusz, tamta pani kwiatek, ten spodnie w paski, a tamten właśnie kupił wazon, temu z oczu wyziera głównie zimne piwo (jak nam wszystkim, bo gorąco)… Jest o co się zahaczyć. Jest z kim rozmawiać. Na ulicy patrzy się w oczy i każdym słowem dotyka ludzi i miejsca. I czasem się udaje tak dotknąć, żeby ten znudzony turysta, co był na Balearach i w ogóle wszystko już widział, ta mama, co próbuje uniknąć cukrowej waty i ten pan, co od rana wiruje – żeby stali się częścią sytuacji.
Inna to jest opowieść. Opowieść, która się wydarza – w tej konkretnej chwili, między nami a ludźmi. Każdy, kto się zatrzyma, trochę ją zmienia, wpływa na nią, tak samo jak miejsce – ta sama historia inaczej potoczy się w bramie, inaczej na rozgrzanym bruku, inaczej pod drzewem…
Grać, muzykować jest może łatwiej. Chronią nas instrumenty, chroni nas melodia, słuchamy siebie nawzajem, możemy zamknąć oczy, możemy się od ulicy oddzielić, a ona niech słucha, jeśli chce… Opowiadać tak się nie da.
Uwielbiam ten moment, kiedy z pustki – zupełnie realnej pustki ulicy, lub paradoksalnej pustki, którą jest ciągnący przed siebie tłum – wyłania się przestrzeń. Melodia, dźwięk, słowo, obraz, opowieść. Przestrzeń, której w żaden sposób nie zakłóca hałas dookoła, przeciągająca pijana kapela, chłopiec płaczący bo spadł mu lód, wielka furgonetka dostawcza, która skręca i wszyscy muszą się rozstąpić… Przerywa, przepływa, nie zakłóca. Jest taki moment, kiedy czuję, że opowieść się w tej przestrzeni mieści, jest jej częścią. Uwielbiam go.
Dlatego tak lubię ten rodzaj działania. Na ulicy. Między straganami. Na zamkowych dziedzińcach. Na podwórkach. Na stopniach kościoła farnego. Przy stodole (albo w). Czasem jest kamień, paleta, wiadro, schodek, kostka siana, na które można wskoczyć. Czasem nie ma. Ludzie tacy różni. Jedni uważni. Inni pospieszni. Inni – oceniający. Są też ci, którzy patrzą jak zza mgły i kiedy tylko opowieść pięknie płynie, przychodzą, chcą przestrajać instrumenty (ale o nich innym razem, bo jeszcze ktoś pomyśli, że jestem nienormalna).
Tak czy siak. W świecie, gdzie tyle rzeczy jest na odwrót, gdzie sytuacje zamienione są na prezentacje, a spotkania na eventy – opowiadanie w warunkach ekstremalnych, ulicznych, jakichniebądź, mnie cieszy.
Na scenie – jakiejkolwiek – w taki czy inny sposób jestem nazwiskiem, nazwą zespołu, koncertu, panią od tego i tamtego. Na ulicy – jestem tylko opowieścią, muzyką, tkaczką.
Przez kilka lat z tego rodzaju działaniami pojawialiśmy się na zamku w Kętrzynie. Od kilku lat gościmy na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie.
Oby więcej, oby częściej, bo to jedna z tych rzeczy, która jest żywa, jest z mięsa (albo celulozy i chlorofilu), pachnie, smakuje i ma sens.
Że nie ma zdjęć w tym wpisie? Zajrzyj do GALERII.

Hasamy w Rybnym!

W ramach Oliwskiej Akademii Sztuki
zapraszamy dzieci z rodzicami na pląsy w Rybnym!

22 maja 2016, o godz. 16.30
Świetlica w Rybnym
Gdańsk Oliwa, ul. Opata Jacka Rybińskiego 25
wstęp wolny
(obowiązują zapisy: http://oas.edu.pl/wydarzenie/527)

Uruchamiamy nogi, ręce, głowy, a nawet nosy i uszy!
Zamieniamy się w węże, konie, ptaki-nieloty…
Czy to warsztaty zoologiczne? Nie!

Taneczne i muzyczne zabawy z różnych stron Europy wymagają elastyczności gatunkowej i odrobiny chęci. I nic więcej. Melodie z Francji, Rumunii, Polski i Węgier. A kroki proste.
Dusza się śmieje. Głowa odpoczywa. Kończyny hasają.
Mamy i tatowie mogą brać udział też, jeśli chcą!

ZAPRASZAM!!!

Jazgodki w Badowie, 1-2 maja 2016

 

Wraz z Piotrem Bikontem i Sławomirem Sierzputowskim
mamy przyjemność zaprosić
do Badowa Górnego
na mini- festiwal pod nazwą
MAJÓWKA W BADOWIE

Lubimy zaczynać sezon w maju…
W zeszłym roku rozpoczęliśmy koncertami promującymi płytę „W Międzyczasie” na Warmii… W tym roku, w największym w dotychczasowej naszej historii składzie, z muzyczką znaną i piosenkami zupełnie nowymi przyjeżdżamy do Badowa pod Warszawą. Zagramy dwa wieczorne koncerty, 1 i 2 maja, każdy inny. Będzie i nuta etniczna, i rozmowy z księżycem, a może nawet i elementy nagłego dansingu… Oraz swobodne dźwięki na pomoście, nuty pokolacyjne i kto wie co tam jeszcze…

Kapela Jazgodki w składzie:

Katarzyna Jackowska-Enemuo: śpiew, akordeon
Iwona Suwara: skrzypce
Adam Cudak: bouzouki, mandolina, flety proste
Kuba Sojka: śpiew, instrumenty perkusyjne
Marcin Sojka: perkusja
Jacek Mielcarek: klarnet, saksofony, tarogata, doudouk
Jakub Mielcarek: kontrabas

Bardzo serdecznie zapraszamy!!!

Poniżej – pełen program wydarzeń oraz informacje dotyczące rezerwacji i dojazdów:

30 kwietnia, sobota
18.00
spektakl Stowarzyszenia Teatralnego Badów
„Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca”
wg powieści Ilji Erenburga
występują: Joanna Fidler i Paweł Pabisiak
reżyseria: Piotr Bikont
scenografia i kostiumy: Zuzanna Markiewicz
światło i dźwięk: Kornel Luczek

po spektaklu zapraszamy na kolację

21.30
projekcja filmów dokumentalnych
„Alina Margolis, Lekarz Świata”
reżyseria: Caroline Bibring
(wersja francuska z napisami)
oraz
„Ala z elementarza”
reżyseria: Edyta Wróblewska
po projekcji spotkanie z autorką, Edytą Wróblewską

Filmy te poświęcone są dr Alinie Margolis Edelman (1922-2008), uczestniczce powstania w Getcie Warszawskim i w Powstaniu Warszawskim, która z organizacjami Lekarze Bez Granic i Lekarze Świata ratowała boat people, leczyła dzieci w Nikaragui i Salwadorze, także współzakładała w Polsce Fundację Dzieci Niczyje. Pokaz organizowany jest w ramach obchodów w Polsce i na świecie 25-lecia działalności Fundacji Dzieci Niczyje oraz uczczenia rocznicy wybuchu powstania w Getcie Warszawskim 19.04.1943 roku.

1 maja, niedziela
18.00
spektakl Stowarzyszenia Teatralnego Badów
„Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca”
wg powieści Ilji Erenburga
występują: Joanna Fidler i Paweł Pabisiak
reżyseria: Piotr Bikont
scenografia i kostiumy: Zuzanna Markiewicz
światło i dźwięk: Kornel Luczek

po spektaklu zapraszamy na kolację

21:30
Koncert Kapeli Jazgodki
Historie domowe, czyli piosenki od pieca, od kuchni, od pojedynczych skarpetek i dziurawych godzin…

 

2 maja, poniedziałek
18.00
pokaz nowego filmu dokumentalnego
Rafała Mierzejewskiego
„Cztery życia Lidii Lwow”
po projekcji spotkanie z autorem

po spektaklu zapraszamy na kolację

21:30
Koncert Kapeli Jazgodki
Historie niebieskie, czyli piosenki od nieba, księżyca i Drogi Mlecznej, od ciszy, zachwytu i zdziwienia…

 

UWAGA!
Z powodu ograniczonej ilości miejsc na widowni prosimy zgłaszać swój przyjazd na adres folwark@gmail.com
Wstęp na spektakl wraz z kolacją 80 zł
Zainteresowanych noclegiem prosimy o rezerwowanie miejsc pod adresem  folwark@gmail.com
lub telefonicznie u Joanny Fidler pod numerem 603 664 694

DOJAZD Z WARSZAWY

Opcja nr 1
Nowa obwodnica omijająca Raszyn i Janki:Alejami Jerozolimskimi kierujecie się na Wrocław/Katowice na drogę nr 7 i S8. Jedziecie prosto na rozjazdach trzymając się lewej strony aż do starej trasy na Katowice. Następnie zjeżdżacie zjazdem Mszczonów Północ i w prawo na Grójec. Za 100 m dojeżdżacie do ronda i skręcacie w prawo – pierwszy zjazd (Centrum). Dalej patrz DOJAZD Z ŁODZI od punktu 4.
Opcja nr 2
Autostradą A2 – kierunek Łódź zjeżdżacie zjazdem na Wiskitki – droga nr 50 – kierunek Grójec. Po przejechaniu 17,5 km dojeżdżacie do ronda w Mszczonowie i skręcacie a prawo – pierwszy zjazd (Centrum). Dalej patrz DOJAZD Z ŁODZI od punktu 4.
Opcja nr 3
Starą drogą katowicką przez Janki. Po przejechaniu 32 km (licząc od Centrum Handlowego – Janki) zjeżdżacie w prawo na Mszczonów. Dojeżdżacie do ronda i skręcacie w prawo zjazdem na Centrum. Dalej patrz DOJAZD Z ŁODZI od punkt

DOJAZD Z ŁODZI

jadąc trasą katowicką S8 skręcacie w prawo na Mszczonów (zjazd Mszczonów Północ)
dojeżdżacie do ronda
na rondzie prosto, drugi zjazd (Centrum)
punkt nr 4 po 1,5 km (po drodze mijacie 2 przejścia dla pieszych ze światłami) skręcacie w prawo w ul. Grójecką
po 700 m skręcacie w lewo w ul. Dworcową
po 500 m skręcacie w prawo (przy starej stacji kolejowej)
po 400 m dojeżdżacie do końca drogi i skręcacie w lewo
przejeżdżacie pod wiaduktem kolejowym i jedziecie od tego miejsca 4, 4 km cały czas prosto(po drodze mijacie Wymysłów i wjeżdżacie do Badowa Górnego)
po 2,7 km mijacie skrzyżowanie, potem po lewej stronie tabliczkę “Ranczo”, następnie po prawej stronie “Drewsmol”
po lewej stronie zatrzymujecie się przed bramą z tabliczką “Piekarska 31″
brama otworzy się po naciśnięciu domofonu
jedziecie do końca drogi (500 m)

Dane dla osób korzystających z GPS
N 51 ° 55 ‘ 53 ” lub N 51 ° 55,88 ‘ lub N 51,93141°
E 020 ° 32 ‘ 03 ” lub E 020 ° 32,05 ‘ lub E 020,53429 °

 

 

Cante y español – znów w Sopocie

CANTE Y ESPAÑOL czyli HISZPAŃSKI ŚPIEWAJĄCO
spotkania wokół pieśni i piosenek
hiszpańskich i po hiszpańsku – z różnych stron świata…

Raz w miesiącu zapraszamy na warsztaty w Sopocie.
Po to, żeby śpiewać i śpiewania się uczyć.
Po to, żeby uczyć się hiszpańskiego.
Po to, żeby się spotykać twórczo, ciepło, radośnie.

NAJBLIŻSZE SPOTKANIE:
07 lutego 2016 (niedziela)
Peña Flamenca La Paloma
Instytut Spraw Wszelakich
ul. 3 Maja 69C, Sopot
godz. 18.00 – 20.00
koszt: 45zł
(dla członków i członkiń Peña Flamenca La Paloma – promocyjnie – 30zł)
Śpiewanie po hiszpańsku, dla dorosłych lub starszej młodzieży, dla wszystkich, którzy:
– po prostu lubią, chcą, próbują śpiewać
– interesują się kulturą Hiszpanii i krajów hiszpańskojęzycznych
– chcieliby się nauczyć komunikatywnie porozumiewać po hiszpańsku
– którym nie zależy na dyplomie z języka, tylko na komunikacji
– których ciągnie na Południe i chcieliby móc się po nim bez stresu i z przyjemnością poruszać
Bierzemy na warsztat hiszpańską muzykę retro, muzykę meksykańską i kubańską, a nawet sefardyjską. No i oczywiście co prostsze flamenco, por fiesta.
Będziemy uczyć się języka przez muzykę i śpiewanie.
Najlepiej uczymy się – i zapamiętujemy na długo – śpiewając i ruszając się. Piosenki z przedszkola zapamiętuje się na całe życie.
Tak też będziemy się uczyć języka. Języka nie słownikowego, tylko żywego, użytkowego.
Bez regułek i formułek, najpierw śpiewając, a dopiero potem mówiąc. Na bazie muzyki poznawać będziemy słowa i całą tą skomplikowaną gramatykę :-)))
Wyciągniemy z piosenek to, co jest nam potrzebne, żeby się sprawnie porozumiewać.
W piosenkach – starych i nowych, tradycyjnych i zupełnie współczesnych – jest cały świat i cały język, które – dzięki muzyce w sposób naturalny, prosty i przyjemny stają się znane, nasze własne, oswojone.
W piosenkach są słowa i zwroty, ale są też obrazy – które opisują świat i sposób myślenia o nim.
Tak więc szykujcie się na dużo śpiewania i troszkę rozmawiania :-)))))
ZAPRASZAM!

Opowieści Niezegarmistrzowskie w Warszawie

Są takie tematy, które człowieka tropią. Słowa, obrazy, ledwie wyczuwalne ruchy powietrza, które się za człowiekiem szwendają, prześwitują spod rozmaitych warstw rzeczywistości… Jednym z nich jest Czas. Chodzi za mną. Zagląda mi w lustro. Śpiewa.

Zapraszam na nową odsłonę Opowieści Niezegarmistrzowskich, które swoją prapremierę miały rok z okładem temu w Sopocie.

Opowieści Niezegarmistrzowskie
31.01.2016, godz. 18.00
Prom Kultury Saska Kępa,
ul. Brukselska 23, Warszawa
wstęp: 10zł
sonda_halas_male

Tym razem nie sama snuję nić. Wspólnie z Jackiem Hałasem i Kubą sojką będziemy prowadzić was po cieniutkich dróżkach rozpiętych pomiędzy czasem a wiecznością, przez pejzaż ze słów i dźwięków… Ja opowiadam i śpiewam i gram. Panowie-sztukmistrzowie, grają, śpiewają i poruszają przestrzeń dźwiękową… Coś więcej o tym programie? Ano….

Jest tylko jedno takie zwierzę, które nie ma nóg, a umie poruszać się jednocześnie w przód i do tyłu… Które niespodziewanie zmienia stan skupienia, rozrzedza się lub gęstnieje, kurczy się lub rozciąga – i to bez uprzedzenia. Jedno tylko takie zwierzę, którym się wszyscy strasznie przejmujemy, choć uparcie powtarzamy że go nie ma… I nie ma takiego, który nie słyszy tego podskórnego “tik-tak”… Tak, tam na dnie, jak mały rubin błyszczy śmierć, ale nie bój się…
Historie o czasie, niedoczasie, międzyczasie, tymczasie i rozmaitych z nimi perypetiach. W ramach Opowieści Niezegarmistrzowskich zabieramy ludzi w maleńką podróż poza czasem… Od mitologii i mrocznych, wilgotnych początków, przez bajki, po historie zasłyszane i zupełnie prawdziwe. Towarzyszą nam Pierwszy Poruszyciel i Wielki Zegarmistrz, a także Cortazar i Pavić oraz inne postacie rzeczywiste i nierzeczywiste… Rozpinamy mosty i sieci stworzone z opowieści, pieśni, melodii i dźwiękowych pejzaży rozciągniętych między czasem i bezczasem…
kasiaopowiada
Dźwięki:
głosy, akordeony, daf, tingshe, saz, lira korbowa, furulya, drumla, zegary, tykacze, cykacze, cisza
Spektakl stanowi część projektu „Warszawska Scena Opowieści” realizowanego przez Stowarzyszenie Grupa Studnia O.
Organizatorzy:
Stowarzyszenie Grupa Studnia O. (www.studnia.org.pl)
Prom Kultury Saska Kępa
Miasto Stołeczne Warszawa

Niewidzialna królewna

Niech każdy odnajduje swoje odbicia we właściwych lustrach 🙂

To jest bajka. Która była snem. I stała się piosenką. I stała się opowieścią, którą opowiadamy czasem, w szczególnych okolicznościach. Opowiadana brzmi dużo lepiej, niż czytana. A najlepiej brzmi, kiedy ją opowiada Iwona Sojka. No cóż, jakby co – zawsze można się przekonać. Dla dużych i małych. Czytajcie, słuchajcie, opowiadajcie…

Opowieść: Iwona Sojka
Piosenka: Niewidzialna Królewna – posłuchaj

Bajka o królewnie,
która dopiero u trzeciego fryzjera znalazła swoje odbicie.

Dawno, dawno żył człowiek, który w domu zawsze miał dwie łyżeczki cukru. Ile herbat by nie wypił, ilu gości nie częstował,
cukiernica nigdy nie była pusta.
Człowiek, zwany Markiem Dwucukrym miał długie palce, wielkie uszy
i oczy głęboko schowane za cieniem nosa. Co dzień rano wysuwał nos spod kołdry i sprawdzał temperaturę i wilgotność otaczającego go zewsząd powietrza. Chwilę leżał z zamkniętymi, w głębinach, oczami szukając pięknego słowa na dzień dobry. Różne to były słowa, bo Marek Dwucukry każde słowo uważał za piękne.
Tego dnia na dzień dobry przyszło do niego „lustro”.
Uśmiechnął się wstając, bowiem tuż przy łóżku zobaczył swoje zacienione oczy w ogromnym lustrze wiszącym na ścianie.
Lustro – pomyślał i z radością poczłapał do kuchni na swoją poranną porcję cukru w herbacie.
Dzień był z tych długich od samego rana. Był czas na patrzenie przez okno, na słuchanie bzyczących much, na zerkanie z ukosa na trawę rosnącą nieustannie od wiosny do jesieni, na spacer z kubkiem pełnym ciepłej słodyczy wzdłuż ściany do samych drzwi. A tam był czas zobaczyć długie palce w lustereczku wiszącym na framudze.
Marek miał czas zobaczyć tego dnia wszystko, na co popatrzył.
Był zadowolony, wiedział, że dziś jest TEN DZIEŃ. Nie wiedział tylko, co mu przyniesie.
Po herbacie poszedł do pracy, do ciepłego, maleńkiego salonu, gdzie zmieniał ludziom odbicie. Był fryzjerem, potrafił dostrzec w każdym jego własną prawdę i umiał ją polubić.
„Dziś święto lustra” napisał wielkimi literami na szybie, założył białą marynarkę i usiadł czekając na klientów.
Długo nikt nie przychodził, więc fryzjer Dwucukry miał czas rozmyślać o tym i owym nie zatrzymując się długo nad niczym.
Wtem drzwi zaskrzypiały i na progu stanęła dziewczyna.
Ani kim była, ani jaka była nie można było zobaczyć, jakby pokryto ją niewidzialną zasłoną.
Trzeba było dużo cierpliwości i wyobraźni by dostrzec, że jest.
Fryzjer Marek przywitał ją swoim dzisiejszym słowem – Dzień  Lustra
i posadził na fotelu. Wtedy dziewczyna się odezwała.
Głos miała wysoki i cichy, a przy tym mówiła jak uśmiechnięta.
– Szukam swojego odbicia, bardzo mi go brakuje, już nie pamiętam, kiedy widziałam je ostatnio. Budzę się w swoim pałacu i nie mogę się znaleźć. W każdym lustrze jestem inną osobą. Dziś na przykład w jednym lustrze miałam wąsy i długie czarne bokobrody, w drugim niosłam półmiski z sałatkami na śniadanie, trzecie lustro pokazało mnie w groszkowej sukience, wokół głowy miałam pukle kręconych rudych loków. Umęczona już jestem swoim niepewnym wyglądem. Mędrzec, którego mój ojciec uwielbia poradził, aby iść do fryzjera.
– Oni potrafią patrzeć na to co z wierzchu, może i Twoje odbicie znajdą- tak powiedział.
Błąkam się więc po ulicach od rana, a dzień dziś taki długi, na wszystko mam czas w drodze,
Byłam już u dwóch- lekko posmutniał jej uśmiech.
Odpocznę tu, posiedzę.
Marek Dwucukry przepełnił się dźwiękiem królewny, zobaczył, czego nikt opisać nie umie,
Rozświetlił się i rozsądził, stracił zmysły i zyskał mądrość.
Wielkie palce ujęły delikatny, kruchy grzebień i pelikanowe nożyce.
Powoli, nie patrząc w lustro nachylił się i zaczął.

Ciach, ciach,
Ciach, ciach,
Niewidzialna królewna,
Królewna bez odbicia
Królewna oj, niepewna
Królewna Dałamiczas

Zanucił na siedem, ucieszywszy się imieniem, które znalazł.
– Królewna Dałamiczas – podśpiewywał.
Wtedy stała się przedziwna historia, królewna zaczęła wyłaniać się w lustrze. Najpierw kontury, zarys, jakby wychodziła z mgły. Powoli zbliżał się nos, policzki, usta, czoło, brwi, rzęsy. Fryzjer Marek spojrzał w lustro. Co zobaczył?
Zobaczył odbicie królewny, zobaczył królewnę prawdziwą.
A ona w to uwierzyła.
Od tej pory w pałacowej cukiernicy zawsze są dwie łyżeczki cukru.

GŁOS – DŹWIĘK – ENERGIA FLAMENCO Warsztaty śpiewu. Olsztyn

GŁOS – DŹWIĘK – ENERGIA FLAMENCO

5 grudnia, sobota
10.00 – 17.00
Studio Animacji Ruchowej RYTM
ul. Żurawskiego 1A lok. 7
Olsztyn
(http://www.studiorytm.com.pl/)

Warsztaty śpiewu, otwierania głosu, kontroli i ekspresji.
Prowadzone w oparciu o starą tradycję andaluzyjską i technikę śpiewu flamenco.

Warsztaty nie tylko dla tych, którzy lubią flamenco, ale przede wszystkim dla tych, którzy śpiewają, lub chcą śpiewać, szukają dźwięku, chcą odkrywać nowe ścieżki głosu, śpiewu, energii i rytmu, które są w muzyce i w nas.

Żeby flamenco było flamenco, trzeba przede wszystkim mieć doskonałą kontrolę nad energią śpiewu, czuć puls, który idzie pod skórą melodii. We flamenco ma zupełnie szczególne i dużo większe znaczenie to, że muzyka osadzona jest w niezmiennym pulsie, że dźwięk rodzi się z wnętrzności, że wypływa powoli z ziemi, by – jeśli chcemy i potrzebujemy – miękko zakrążyć w naszych głowach.

Flamenco to też jedna z tych tradycji ciągle żywych, w których ściśle przenika się to, co indywidualne i to, co wspólne. Flamenco to przeżycie tak osobiste, jak i zbiorowe.

Dla kogoś, który wyrósł na północy i w swoich poszukiwaniach zetknął się głównie ze śpiewem z centrum i wschodu Europy, flamenco to odkrycie.
To zupełnie nowa jakość, nowe możliwości, śpiew, który jest w jakimś sensie odwrotnością tego co znamy, ale też – właśnie dzięki temu – fantastycznym dopełnieniem umiejętności, świadomości tego czym, w jaki sposób możemy śpiewać, w jaki sposób kierować głosem, dźwiękiem i energią śpiewu.

Podczas warsztatów popróbujemy form flamenco, które są najstarsze, które są rozmową człowieka z nim samym i światem. A także takich, które służą wspólnemu świętowaniu, a są na tyle proste, że bez wchodzenia w skomplikowane struktury rytmiczne można je śpiewać po prostu – dla przyjemności. Skupiać będziemy się jednak przede wszystkim na sposobie prowadzenia śpiewu i głosu i na energii śpiewu – solowego i wspólnego.

Warsztaty prowadzi Jesus Sallabera Molina, śpiewak z Sewilli, który wychował się w samym sercu Triany – dzielnicy flamenco. To nie tylko znakomity muzyk, ale też nauczyciel, który w bezpośredni sposób potrafi przekazać to, jak w tym śpiewie działa głos, rytm i energia…

Więcej o prowadzącym tu: https://parparusza.wordpress.com/wykonawcy/jesus-sallabera-molina/

Plan zajęć:
10.00 – 13.30
13.30 – 14.30 – przerwa
14.30 – 17.00

Koszt:
220zł

Warunkiem uczestnictwa w warsztatach jest wcześniejsza wpłata całości sumy lub zaliczki.
Chętnych proszę o zapisy mailem:
parparusza@wp.pl
w odpowiedzi podam numer konta, a także odpowiem na wszystkie pytania, wątpliwości i inne etcetery 🙂

To już ostatnie takie warsztaty przed wiosną, więc bardzo zapraszamy!!!!

Ciekawskim polecam również zerknięcie tutaj:
https://parparusza.wordpress.com/warsztaty/flamenco-warsztaty/cante-general/

oraz obejrzenie zdjęć:
https://plus.google.com/photos/115294911239516551305/albums/6071088942369447777?authkey=COyO_5-0_ovaPA

Ścieżki śpiewu – warsztat otwierania głosu, Gdańsk

ŚCIEŻKI ŚPIEWU
WARSZTAT OTWIERANIA GŁOSU
dla początkujących i śpiewających
prowadzenie: Katarzyna Jackowska-Enemuo
08.11.2015
10.00 – 17.00 (z przerwą)
Kameralne Studio Jogi
ul. Morenowa 26a, Gdańsk
Śpiewanie – dla znacznej części z nas jest jak oddychanie, jak jedzenie – jest naturalną, fizjologiczną potrzebą. Ale w przeciwieństwie do jedzenia – wydaje się trudne…
Nie ma znaczenia – do pewnego momentu – czy chcesz to robić dla siebie, czy dla innych. Ma znaczenie, czy w tym śpiewaniu siebie spotykasz z radością.
A to jest już najtrudniejsze. Nawet dla “profesjonalistów”.
Każdy ma inny głos. Inne brzmienie. Inny wyraz. Inną wrażliwość.
Sterroryzowani przez rozmaite kategorie ładne/nieładne, dobre/niedobre, właściwe/niewłaściwe, tradycyjne/nietradycyjne – tracimy umiejętność śpiewania po prostu, od siebie, pełną piersią.
Tych, którzy szukają śpiewu, nie tylko pieśni, bardzo serdecznie zapraszam na warsztaty, w ramach których zajmiemy się naszym głosem: tym skąd się bierze, gdzie się blokuje i dlaczego, jak mu pomóc – żeby był nasz, pełen, jedyny w swoim rodzaju.
Zajmiemy się po trochu mechaniką: przeponą, ustrojstwem, które mamy w paszczy oraz – przede wszystkim – oddechem.
Zajmiemy się też rozśpiewywaniem tego, co już mamy, naszego własnego dźwięku. Żeby nam było dobrze, kiedy śpiewamy i żeby to śpiewanie umieć kontrolować, śmiać się, kiedy chcemy, wyć, kiedy chcemy i szeptać, kiedy nam potrzeba….
I sami zobaczycie, jaka pieśń nam z tego wyjdzie….
Warsztaty przeznaczone są dla osób początkujących (tych, co by chciały śpiewać, ale się boją, co śpiewają w domu, ale tylko jak nikt nie słyszy etc.) oraz dla osób już śpiewających, które chciałyby rozwinąć swoje umiejętności, poznać konkretne sposoby i metody oraz ćwiczenia. Oraz dla tych, którzy na ścieżkach śpiewu poszukują ciągle nowych możliwości…
Spotkanie to traktuję jako pierwsze – z nadzieją, że uda się je zmienić w comiesięczne spotkania śpiewacze, z czasem – być może – osobne dla początkujących, osobne dla bardziej zaawansowanych, osobne – żeby się uczyć po prostu pieśni, których jest ilość i moc nieprzebrana….
Weźcie ze sobą jakieś wygodne buty. Weźcie coś do przegryzienia i termos z herbatą lub kawą. A przede wszystkim – siebie weźcie 🙂
PLAN ZAJĘĆ:
10.00 – 13.30, potem przerwa na przegryzienie czegoś….
14.30 – 17.00
Koszt udziału w zajęciach: 170zł
Zainteresowanych proszę o maila na
parparusza@wp.pl
w odpowiedzi podam numer konta, na który należy wpłacić zaliczkę (70zł) lub całość kwoty.
O mnie – pokrótce – tu:
ZAPRASZAM SERDECZNIE!!!!

NAPEŁNIĆ SIĘ ŚPIEWEM – warsztaty śpiewu z Jesusem Sallaberą

NAPEŁNIĆ SIĘ ŚPIEWEM
12 lipca, 10.00 – 19.00
Kameralne Studio Jogi
ul. Morenowa 26a, Gdańsk
Warsztaty śpiewu dla siebie, z przyjemnością, do środka…
Śpiew jest tak naturalny, jak ziewanie, czy śmiech, czy płacz. A wydaje się nam dużo trudniejszy, ba, czasem straszny… Starzy śpiewacy andaluzyjscy (i nie tylko andaluzyjscy) mawiają, że śpiewają po to, żeby samych siebie móc usłyszeć. I samych siebie – sobie samym – móc opowiedzieć. I niebu. I ziemi.
A jednak śpiewać jest trudniej niż ziewać. Wstydzimy się. Boimy. Własny głos nam nie brzmi. Albo brzmi dziwnie.
Dlatego zapraszamy – wszystkich, którzy w zasadzie śpiewają lub próbują śpiewać, ale…
Na spotkanie z dźwiękiem w nas i z naszym własnym głosem. I na wędrówkę – z dźwiękiem, na dźwięku, tropem dźwięku – po naszych własnych, wewnętrznych krainach.
Nie będziemy się uczyć piosenek.
Nie będziemy się uczyć tekstów.
Jak w każdej podróży – robimy pierwszy krok – otwieramy usta, bierzemy wdech… i patrzymy, co się wydarzy…
Będziemy szukać tego, co w nas śpiewa i słuchać gdzie śpiewa i co nam przynosi.
Będziemy próbować otwierać, a przynajmniej rozpoznać, wszystkie ścieżki i furtki, którymi w nas wędrują dźwięk i głos.
Będziemy go oswajać i pozwalać mu swobodnie płynąć i rosnąć.
Głośno, cicho, delikatnie, mocno, z radością i smutkiem – jak zechcemy.
Czerpać będziemy ze starej tradycji andaluzyjskiej, ale też z doświadczeń uniwersalnych, związanych z oddechem i codzienną praktyką śpiewu…
Warsztaty przeznaczone są dla osób, które śpiewają, chcą, próbują śpiewać i które nie mają kłopotu z powtórzeniem dźwięku.
Każdy uczestnik przynosi ze sobą swoją własną melodię – jedną krótką frazę muzyczną, może być jedna zwrotka, albo nawet jeden wers ulubionej piosenki.
Prosimy też o zabranie wygodnego obuwia (można też być boso) oraz czegoś do zjedzenia w przerwie obiadowej.
Na miejscu będzie kawa, herbata, melisa, herbaty owocowe…
Tutaj więcej o Kameralnym Studio Jogi:

jesusWarsztaty poprowadzi znany już niektórym Jesús Sallabera Molina, śpiewak z Sewilli, który wychował się w muzycznej rodzinie, w samym sercu Triany. Jako muzyk, śpiewak i nauczyciel zajmuje się archaiczną tradycją flamenco, a także innymi rodzajami muzyki tradycyjnej i improwizacją. To nie tylko znakomity muzyk, ale też nauczyciel z doświadczeniem i intuicją, który w bezpośredni sposób potrafi przekazać to, jak w śpiewie działa głos, rytm i energia… Więcej o prowadzącym tutaj:
https://parparusza.wordpress.com/wykonawcy/jesus-sallabera-molina/

Zapraszamy również na warsztaty, które odbędą się w ramach
pierwszego w Trójmieście
Festiwalu Flamenco w Sopocie (11-19. 07.2015)
szczegółu tutaj: http://flamencoarte.eu/akademia/warsztaty/festiwalflamenco/

Koszt:
300 zł

O zgłoszenia (a także wszystkie wątpliwości, pytania etc.) prosimy mailem na adres:
parparusza@wp.pl

Warunkiem uczestnictwa w warsztacie jest dokonanie wpłaty całości
lub zaliczki w wysokości 150 zł do dnia 07.07.2015, na konto:
Grażyna Jackowska, PKO, 97 1020 1853 0000 9102 0203 7299
W tytule prosimy wpisać imię i nazwisko oraz dopisek „warsztaty gdańsk”

Pozdrawiam i zapraszam bardzo serdecznie!
Katarzyna Jackowska